Kiedy komponuję jakąś potrawę, kieruję się kilkoma wytycznymi. Często są to względy estetyczne, innym razem względy smakowe, a czasem po prostu czuję, że mój organizm potrzebuje jakiejś witaminy tudzież minerału i wtedy zastanawiam się, jaki produkt mógłby mi daną rzecz dostarczyć. A że po zimie jestem trochę zmęczona, staram się świadomie dobierać składniki i jeść „z głową” (co oczywiście nie zawsze się udaje). Czytaj więcej →
Curry szpinakowo-soczewicowe
Kolejny wegański lunch za nami, edycja indyjska okazała się strzałem w dziesiątkę. Jedzenie smakowało, do tego przyszło bardzo dużo osób i było po prostu tak, jak być powinno. Chyba powoli coraz lepiej się dogrywamy, mamy też mnóstwo pomysłów na kolejne edycje. A żeby podtrzymać klimat postanowiłam zamieścić przepis na szpinakowo-soczewicowe curry. Bardzo to wdzięczna i stosunkowo prosta potrawa. Czytaj więcej →
Indian Lunch
Już w najbliższą niedzielę ekipa Vegan Hooligan Crew zaprasza do poznańskiej Meskaliny na kolejny wegański lunch. Zaczynamy jak zawsze o 13:30, wstęp 15zł i możecie jeść do woli. Podtrzymując wątek tematyczny postanowiłyśmy tym razem udać się do dalekich Indii, a zatem czekać będą na was bardzo aromatyczne potrawy, bogactwo smaków, kolorów i zapachów. Nie zabraknie masali, curry, koft, sambaru, dhalu, chlebków chapati oraz indyjskich słodyczy. Czytaj więcej →
Kokosowe muffiny
Miałam ostatnio okazję zjeść jedne z najlepszych muffinów w życiu – proste muffiny kokosowe. Poczęstowała mnie nimi koleżanka, a przpeis podobno można znaleźć na puszce. Szukałam, szukałam i w końcu nie znalazłam, ale też nie przyłożyłam się do tego jakoś specjalnie. Koniec końców postanowiłam zrobić swoją wersję. Niestety nie wyszły aż tak dobre, więc niedługo robię drugie podejście. Na szczęście muffiny smakowały mi na tyle, że postanowiłam podzielić się przepisem :). Czytaj więcej →
Takie tam buraczane burgery
Kasza Lunch
Dwa tygodnie bez komputera. Co za radość, co za spokój. Przymusowe odwyko-wakacje, a ja w tym wszystkim przeszczęśliwa. A komputer sam się zepsuł, nawet nie musiałam mu pomagać. I nagle znalazł się czas na ugotowanie obiadu, pójście na siłownię, dokończenie książki i przeczytanie dwóch innych. I co z tego, że po ostatnim lunchu obiecałam podzielić się przepisem na buraczane burgery, że skrzynka mailowa dziwnie szybko zapełnia się kolejnymi wiadomościami, a znajomi na facebooku zdążyli przez ten tydzień wrzucić milion zdjęć, sto pięćdziesiąt tysięcy linków do youtuba, sześćset osiemdziesiąt siedem milionów dowcipów i zmian statusu. Naprawdę mnie to nie obchodzi, bo odpoczynek od komputera to coś, co każdy powinien zaserwować sobie przynajmniej od czasu do czasu, dla własnego zdrowia psychicznego. Czytaj więcej →







