Co i gdzie zjeść w Wilnie

1

Po długiej przerwie przyszedł czas, żeby coś w końcu napisać na blogu. Ostatnie miesiące były dość szalone, ale w końcu mam wakacje i dodatkową motywację, żeby przysiąść nad zdjęciami i podzielić się tym i owym. A że niedawno spędziłam trochę czasu na Litwie, tym razem opowiem o Wilnie.

Tradycyjna kuchnia litewska raczej nie ma zbyt wiele do zaoferowanie weganom, szczególnie w tym turystycznym wydaniu. Dużo mięsa, nabiału i oczywiście ziemniaki oraz chleb. Ale jaki chleb! Co jak co, w pieczeniu chleba Litwini są absolutnymi mistrzami. W każdej niemalże knajpie na dzień dobry dostaje się pyszny chleb, o np. taki jak ten…

chleb

Ciemny, na zakwasie, czasem z kminkiem, czasem z ziarnami, albo taki pieczony na liściach tataraku. Naprawdę jest w czym wybierać. Z kolei do picia serwuje się kwas, który ma raczej niewiele wspólnego z tym kwasem sprzedawanym w polskich sklepach. Kwas przeważnie robi się na miejscu, na bazie domowego chleba, z dodatkiem rodzynek, które dają naturalną słodycz. Jest pięknie mętny, lekko gazowany, dość słodki i bardzo smaczny.

kwas

A jak komuś wciąż mało chleba, można zamówić ciekawą przekąskę do piwa w postaci smażonego chleba z czosnkiem (również w wersji z sosem serowym), lub cały półmisek przekąsek, wśród których niestety znajdują się takie, o których wolę nie wspominać. Niemniej smażony chleb to podstawa.

OK, to tyle w temacie tradycyjnej kuchni litewskiej. Całą (niewegańską) resztę póki co odkładam na bok. To co w takim razie Litwa ma do zaoferowania weganom? No cóż, o Litwie jako takiej ciężko mi pisać, natomiast Wilno… Wilno to zupełnie inna bajka.

Jak to mam w zwyczaju, przed wyjazdem do Wilna zajrzałam na jedną z moich ulubionych stron, czyli happycow i ustaliłam plan wycieczki. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu w Wilnie jest całkiem sporo wegetariańskich restauracji w tym dwie specjalizujące się w surowych wegańskich potrawach, czyli raw food. Zacznę od tego.

DSC_0176

Raw 42 to niewielki wege bar w centrum, gdzie jak sama nazwa wskazuje serwuje się głównie raw food. Miałam okazję zajrzeć tam dwa razy i rozpływałam się nad ich ciastami. Co ciekawe, ciasta kupuje się na wagę i można sobie wybrać, czy chce się większy czy mniejszy kawałek. Dodam jeszcze, że smakowało tak dobrze jak wygląda :).

DSC_0189

DSC_0019

Oprócz tego w menu znajduje się kilka propozycji śniadaniowo-lunchowych. Ciężko było się na coś zdecydować i koniec końców postawiłam na raw sushi, które było naprawdę świetne! Od tego tradycyjnego różni się przede wszystkim tym, że ryż zastąpiono pestkami słonecznika i jakimiś orzechami, zdaje się nerkowcem. Cała reszta klasycznie (oczywiście bez ryby). Palce lizać!

raw sushi

A przy okazji za pierwszym razem skusiłam się na smoothie jagodowe z bazylią

jagodowe smoothie z bazylią

… za drugim postawiłam na antyoksydanty, czyli sok z marchwi i pomarańczy z imbirem.

sok z marchwi i pomarańczy z imbirem

Skoro byłam tam dwa razy nie muszę chyba dodawać, że miejsce jest godne polecenia? Co jest natomiast ciekawe to fakt, że jak na raw food ceny były naprawdę OK. W przeliczeniu na PLN smoothie, sok, czy kawałek ciasta kosztowal ok 10-12 zł, sushi trochę więcej, koło 25zł.

No to jedziemy dalej. Taki widok jak ten na poniższym zdjęciu jest raczej rzadkością, dlaczego?

DSC_0222

Otóż, w jednym budynku, dosłownie vis-à-vis, znajdują się dwie wegetariańskie restauracje wysokiej klasy. Ta po lewej to Vegafe, po prawej zaś jest RawRaw. Adres - Totorių gatvė 3.

Zacznijmy od Vegafe. Jest to jedna z dwóch restauracji o tej nazwie w Wilnie, w drugiej też byłam, ale o tym później. Specjalizuje się w kuchni azjatyckiej, z przewagą kuchni indyjskiej i bliskowschodniej. Sama restauracja jest dość spora, ładnie urządzona, w stylu takich, gdzie spokojnie można pójść na romantyczną kolację :). Zresztą w środku wygląda tak…

Vegafe

Całkiem ładnie, prawda? Wybrałam się tam na kolację ze znajomymi i spróbowaliśmy baba ghanoush (to ja, bo uwielbiam i nie mogłam się powstrzymać) oraz hummusu (a raczej „hummus salad”, to akurat z rekomendacji). Ceny – około 25PLN za danie. Smaczne, ładnie podane, do tego sałatka z pysznym dressingiem i te oliwki… Chyba najlepsze oliwki jakie jadłam w życiu!

baba ghanoush

baba ghanoush

hummus salad

Smoothie też było niczego sobie. Jedno na bazie truskawek i bananów, drugie z mango i brzoskwinią.

smoothie truskawka oraz mango & brzoskwinia

Z kolei do RawRaw wybrałam się na lunch. Podobnie jak Vegafe jest ładnie urządzone. Zrobiłam na szybko jedno zdjęcie…

RawRaw

Tutaj też ciężko było się zdecydować, bo nazwy większości dań brzmiały naprawdę interesująco. Np. raw pizza z suszonymi pomidorami albo raw tiramisu. Haha, przez to dodawanie do nazwy każdego dania słowa „raw” czuję się, jakbym mówiła o jakiejś sekcie. Po długiem i dokładnym przestudiowaniu menu zdecydowałam się na raw quesadille z serem z nerkowców i pesto z pestek dyni, do tego smoothie na bazie soku z buraka oraz kawałek przepysznego ciasta limonkowego.

raw quesadilla z serem z nerkowców i pesto z pestek dyni

raw ciasto limonkowe

smoothie z sokiem z buraka

Cena za taki zestaw to około 50PLN, czyli chyba nie tak strasznie biorąc pod uwagę, że wszystko było raw (pewnie też bio, organic, itp. itd.)

RawRaw

Wspomniałam już, że w Wilnie są dwie restauracje o nazwie Vegafe. Ta druga znajduje się w bardziej ustronnym miejscu i jest też bardziej kameralna. Serwuje podobnie dania kuchni azjatyckiej, a wnioskując po logo obie restauracje należą do tego samego właściciela. To drugie Vegafe jest jakby dodatkiem do centrum jogi, które znajduje się w tym samym budynku.

Vegafe

W środku jest bardzo nastrojowo, piękny wystrój, sporo akcentów indyjskich i oczywiście indyjska muzyka. Przed wejściem do sali trzeba zdjąć buty :). Taki zupełnie inny klimat. Wpadłam tam na szybki lunch (chociaż samo miejsce raczej wymagałoby spokoju i relaksu, żeby cieszyć się spożywanym posiłkiem). Codziennie serwują danie dnia za dość przystępną cenę (około 20PLN za zupę i drugie danie), natomiast nie zawsze jest to danie wegańskie. Taki przykładowy zestaw to…

Vegafe

Zupa była naprawdę super, z soczewicy i dyni, świetnie doprawiona, po prostu rozpływała się w ustach.

zupa z dyni i soczewicy

Drugie danie to pilaw z kawałkami sera paneer i brzoskwiniowy chutney.

pilaw z serem paneer i chutney brzoskwiniowy

A dla wegan np. taka opcja – sojowe pulpety z sosem pomidorowym i oczywiście ryż basmati. Bardzo delikatnie doprawione, ale smaczne.

sojowe pulpety z sosem pomidorowym i ryżem basmati

Szkoda, że nie miałam czasu żeby posiedzieć tam trochę dłużej, ale może następnym razem.

Vegafe

W Wilnie byłam jeszcze w Balti Drambliai, która jest podobno jedną z najstarszych wegetariańskich knajp w mieście, działa od piętnastu lat lub coś koło tego. Niestety to miejsce nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, falafele z żółtego grochu bez pietruszki czy kolendry… Zdecydowanie nie mój typ. Do tego ogródek gdzie można palić i wielki telewizor gdzie akurat leciały rozgrywki pucharu świata. Jestem na nie.

Dobra, czas kończyć, bo po tak długiej przerwie i tak chyba się mocno rozpisałam. Oby do następnego i oby szybko.

11
  • margot

    Świetna, smakowita relacja ,a teraz czekam na jakieś ekstra przepisy :D

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      Z tymi przepisami jest taki problem, że nie mam za bardzo warunków do robienia zdjęć, więc sobie odpuściłam. Ale popracuję nad tym :). Póki co będzie jeszcze trochę widoczków z Wilna i inne takie…

      • margot

        Śliczne4 te zdjecia i fajnie się czyta ,ale stęskniłam się za twoimi przepisami takie sa fakty , więc cierpliwie czekam i na nie

  • WegAnka

    Super, czytałam z zaciekawieniem, bardzo fajna relacja. Ojciec niedawno był w Wilnie, może i ja się wybiorę.

  • P

    Fajna i apetyczna relacja :) Ale vis-à-vis oznacza na przeciw (dosł. twarzą w twarz) a nie obok – taka drobnostka ;)

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      OK, może rzeczywiście z opisu to nie wynika, ale te restauracje są vis-à-vis w tym sensie, że jak wchodzi się do budynku na prawo są drzwi do jednej, a na lewo do drugiej :).

  • Angelika

    Świetna relacja! Przed tygodniem wróciłam z Wilna i przyznam, że miałam okazję być tylko w jednej restauracji indyjskiej, gdzie serwowali świetną pakorę i świeżo wyciskane soki (zdążyłam spróbować z mango). Nie wiedziałam, że Wilno ma do zaoferowania także restauracje raw foodowe. Jestem bardzo mile zaskoczona :) Wezmę je pod uwagę przy następnej wizycie na Litwę! A ta nastąpi na pewno, bo lubię tam jeździć. Pozdrowienia!

  • Ola Pucula

    Bylam w Vegafe 2 razy podczas 3 dniowego pobytu bo bylo przepysznie i atmosfera świetna.milo sie czyta :)