NYC black and white cookies

W końcu znalazłam chwilę, żeby coś napisać. Czasu tak mało, różne obowiązki na głowie, a do tego każdą wolną chwilę wypełniam albo jazdą na rowerze, albo bieganiem. Cudownie jest po ciężkim dniu wsiąść na rower w nocy i po prostu jechać przed siebie, pędzić ile sił w nogach i cieszyć się chłodnym, rześkim powietrzem i ciszą. Szczególnie jeśli praktycznie nie ma ruchu i cała ulica jest dla mnie.

W głowie mam sporo pomysłów i próbuję po mału realizować jeden za drugim. Np. wymyśliłam, że powinnam rozpocząć nowy wątek na blogu pt. kuchnia singla. Skąd ten pomysł? Otóż jakiś czas temu przygotowywałam obiad dla grupy znajomych. Gotowałam na 20 osób, więc trochę tego było. Jako główne danie postanowiłam zaserwować burgery z samodzielnie upieczonymi bułkami. No i upiekłam te 20 bułek, tylko że… mój piekarnik po raz kolejny postawił mnie w trudnej sytuacji. Część bułek spaliła się od spodu, a na wierzchu wydawała się surowa. Trochę się zdenerwowałam, bo jestem perfekcjonistką i bardzo nie lubię gdy coś mi nie wychodzi, szczególnie jeśli gotuję dla innych. Wyłączyłam piekarnik, poszłam do sklepu i kupiłam gotowe bułki… Ale parę godzin później zabrałam się za sprzątanie i jakoś nie miałam serca wyrzucić tych 20 nieudanych bułek, spróbowałam jednej i okazało się, że są pyszne! No dobra, ale co zrobić z dwudziestoma bułkami? Nic prostszego, zamrozić i zostawić na później. I tym sposobem sprawiłam sobie zapas   świeżego pieczywa na miesiąc.

To chyba dobry patent jeśli idzie o kuchnię singla? Upiec normalną porcję pieczywa, a żeby się nie zmarnowało, część zamrozić. Przynajmniej mi się takie rozwiązanie podoba no i co ważniejsze nic się nie zmarnowało!

A przechodząc do głównego bohatera tego wpisu opowiem dzisiaj o ciastkach! O mojej fascynacji i świeżo odkrytej umiejętności pieczenia wszelkiego rodzaju biscotti, ciastek, ciasteczek, scones itp. Kupiłam sobie kiedyś piękną książeczkę, o której chyba nawet już wspominałam, a mianowicie Vegan Cookies Invade Your Cookie Jar Isy Chandry Moskowitz i Terry Hope Romero.

Ta książka jest niesamowita! Zawiera tyle wspaniałych przepisów, że nic tylko zamknąć się w kuchni i piec po kolei te wszystkie pyszności. I pewnie bym tak zrobiła, ale powiedzmy że ostatnio troszkę ograniczam słodycze ;). Niemniej jak tylko nadarza się okazja sprawdzam kolejny przepis i za każdym razem jestem pod wrażeniem, że to takie proste i takie dobre.

A jako że ostatnio mieliśmy świetną okazję, bo robiliśmy Vegan Lunch spod znaku fast foodu, wybrałam jedną z bardziej pracochłonnych pozycji, która strasznie mnie kusiła – NYC black and white cookies! Widziałam te ciacha podczas pobytu w Nowym Jorku i baaaardzo chciałam ich spróbować, niestety nie trafiłam nigdzie na wegańską wersję. A teraz proszę bardzo, mogę zrobić je sama. Co więcej wcale nie potrzeba do nich wymyślnych składników.

Składniki:

Ciastka:

  • 1 szkl. napoju sojowego naturalnego
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • 1/2 szkl. oleju rzepakowego
  • 1 1/4 szkl. cukru
  • 1 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 1/2 łyżeczki drobno startej skórki cytrynowej
  • 1/2 łyżeczki drobno startej skórki pomarańczowej
  • 2 1/2 szkl. mąki pszennej tortowej
  • 1/4 szkl. mąki kukurydzianej
  • 1 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 3/4 łyżeczki soli

Polewa:

  • około 3 1/2 szkl. cukru pudru
  • 1/4 szkl. wrzącej wody
  • 1-2 krople ekstraktu z wanilii lub migdałowego
  • 2/3 szkl. groszków czekoladowych (lub tabliczka gorzkiej czekolady)

Zaczynamy od upieczenia ciastek. Mieszamy razem napój sojowy i sok z cytryny i odstawiamy na minutę. Dodajemy olej, cukier, ekstrakt waniliowy oraz skórkę cytryny i pomarańczy, dokładnie mieszamy aż do uzyskania gładkiej masy.

Do dużej miski przesiewamy mąkę tortową, mąkę kukurydzianą, dodajemy proszek do pieczenia, sodę i sól, mieszamy. Na środku formujemy dołek i wlewamy mokrą część, mieszamy aż wszystkie składniki połączą się i utworzą jednolitą masę.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Przy użyciu łyżki do lodów nakładamy ciastka na blachę pozostawiając między nimi kilka centymetrów odstępu (w trakcie pieczenia masa się rozleje). Pieczemy 18-20 minut i sprawdzamy wykałaczką, czy ciastka nie są w środku surowe. Wyciągamy ciastka z piekarnika i przekładamy na metalową kratkę żeby ostygły.

Teraz przygotowujemy polewę. Na początek mieszamy cukier puder z gorącą wodą, dodajemy ekstrakt waniliowy. Jeśli zajdzie taka potrzeba można dodać kilka łyżek gorącej wody więcej lub więcej cukru pudru. Usuwamy wszelkie okruszki z ciastek i dekorujemy lukrem płaską część ciastek przy pomocy silikonowej szpatułki (dekorujemy połowę ciastka, tak jak na zdjęciu). Odstawiamy, żeby polewa zastygła.

Pozostały lukier posłuży do przygotowania drugiej polewy. Roztapiamy czekoladę w gorącej kąpieli wkładając ją do metalowej miski i ustawiając nad garnkiem z gotującą się wodą. Dodajemy pozostały lukier i mieszamy aż do uzyskania gładkiej masy. Dekorujemy ciastka za pomocą silikonowej szpatułki.

Uwaga, ciastka są niesamowicie słodkie, jak to na amerykańskie standardy przystało. Dlatego możecie zmeniejszyć ilość cukru. Ewentualnie popijać ciastka kubkiem czarnej, gorzkiej kawy dla zrównoważenia smaku :).

Z pewnością jeszcze wrócę do tematu ciastek i do książek pani Moskowitz! Tymczasem idę na rower ;).

4
  • margot

    ale eleganckie te ciasteczka i jak przepis isy to wiadomo ,że pyszne , ja bardzo lubię jej przepisy , wprawdzie muszę tłumaczyć translatorem bo angielski początkowy(tzn zerowy),a i tak wychodzą super

  • skrobisz

    oczywiscie zle skomentowalam. wygladaja pieknie, ale mnie sie kojarza z bolem brzucha >> http://www.youtube.com/watch?v=IlLPAIrmqvE

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      hahaha po moich nie ma bolu brzucha!

  • kinia

    ej te ciastka sa mega!

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      są są :)