O sporcie słów parę

Przeważnie piszę na tym blogu o jedzeniu, bo takie było jego pierwotne założenie. Najczęściej zamieszczam tutaj przepisy, czasem też wspominam o fajnych miejscach które odwiedziłam lub o wegańskich produktach, na które gdzieś się natknęłam. Weganizm jest motywem przewodnim, tego nie da się ukryć i weganizm jest też czymś, co po części mnie definiuje i jest jedną z ważniejszych spraw w moim życiu.

Jeśli jednak idzie o weganizm, nie traktuję tego tylko jako dietę. Będąc weganką od kilkunastu lat w pewnym momencie odzwyczaiłam się od tłumaczenia ludziom, dlaczego wybrałam taką a nie inną drogę. Ale ostatnimi czasy pytania znów się pojawiły i zaczęłam na nowo zastanawiać się po co to wszystko i jak w kilku słowach umotywować mój wybór. Bo jak wspomniałam nie traktuję tego tylko jako diety, ale widzę też w tym głębszy sens etyczny, moralny, ekologiczny, zdrowotny… Tak naprawdę powodów jest mnóstwo i osobiście uważam, że jest to najbardziej rozsądna droga jaką mogłam obrać.

OK, ale miało być o sporcie. Co sport ma wspólnego z weganizmem i czy w ogóle ma coś z nim wspólnego? W moim mniemaniu jest to po prostu rozszerzenie pewnych idei, które towarzyszą weganizmowi. Podejmując różne decyzje w swoim życiu, które w jakiś sposób wiążą się ze środowiskiem naturalnym i moim w nim uczestnicztwem, staram się zawsze postępować tak, by swoim działaniem nieść jak najmniej szkody dla otoczenia, a także by moje działania przynosiły jak najwięcej pożytku dla mnie, jak również dla moich bliskich. Dokonywanie świadomych wyborów i kierowanie się w życiu czymś więcej niż tylko potrzebą zaspokojenia własnych potrzeb jest działaniem, bez którego nie wyobrażam sobie zdrowego funkcjonowania w społeczeństwie. A jednym z tych wyborów jest zdrowy styl życia, który obejmuje m.in. sport.

Tak naprawdę na zdrowy styl życia składa się kilka rzeczy, z których każdy mniej więcej zdaje sobie sprawę. Odpowiednia dieta, uprawianie sportów, dobry sen, świeże powietrze, unikanie stresu, unikanie używek, słuchanie swojego organizmu, który sam wie najlepiej co jest dla niego dobre. Niby takie proste, a jednak odnoszę wrażenie, że ludzie coraz bardziej od tego odchodzą.

Odkąd pamiętam zawsze byłam dość aktywną osobą. Kiedy byłam dzieciakiem, całe dnie spędzałam na podwórku bawiąc się z innymi dzieciakmi w najróżniejsze gry. Bieganie, łażenie po drzewach, zabawy na trzepaku, jazda rowerem lub na rolkach, zimą obowiązkowo sanki i łyżwy. Nikt się nie wymigiwał i nie miało specjalnie znaczenia, czy ktoś jest super dobry, czy raczej słaby. Po prostu świetnie się bawiliśmy i mieliśmy z tego ogromną frajdę. Później przyszła szkoła, a zatem wychowanie fizyczne i zajęcia pozalekcyjne, SKS, treningi siatkówki, piłki nożnej, tenisa stołowego, lekkoatletyki. Chodziłam na te wszystkie zajęcia i one również sprawiały mi ogromną radość. Natomiast po raz pierwszy zetknęłam się z postawą typu „nie lubię ćwiczyć, załatwię sobie zwolnienie i nie będę tego robić”. Im wyższa klasa, tym więcej osób nie chodziło na wf. A na studiach było jeszcze gorzej, niby tylko jeden rok obowiązkowego wychowania fizycznego, a ludzie kombinowali jak mogli, żeby tylko zaliczyć te zajęcia bez przesadego przemęczania się.

Nie rozumiem tego. Z jednej strony wiem, że zajęcia sportowe często pozostawiają sobie wiele do życzenia i daleko im do ideału, że mogą niektórych zniechęcić, czasem wręcz spowodować traumę. Ale dlaczego ludzie są tacy leniwi? Dlaczego z wiekiem coraz trudniej jest im uprawiać jakikolwiek sport? I niestety w szczególności tyczy się to kobiet.

Przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie, jak wyglądałoby moje życie gdybym miała teraz zrezygnować z wszystkich treningów. Bieganie, pływanie i jazda rowerem to trzy rzeczy, które przynoszą mi mnóstwo radości i sprawiają, że dobrze się czuję, a moje ciało jest w stanie poprawnie funkcjonować. Chodzi tu zarówno o kondycję i siłę, ale też o jakąś formę zahartowania organizmu. Praktycznie nigdy nie choruję, nawet jeśli zdarzy mi sie porządnie przemarznąć. A jak pojawi się lekkie przeziębienie, jestem w stanie zwlaczyć je stosując tylko imbir, cytrynę i czosnek, czyli naturalne metody.

Regularne treningi pomagają mi również pracować nad swoim charakterem, uczą determinacji i samodyscypliny, bo nie zawsze jest tak, że piękna pogoda za oknem zachęca do małej przebieżki. Szczególnie zimą praktycznie przed każdym treningiem zmuszam się, żeby wskoczyć w strój do biegania i wyjść z domu. Mam świadomość, że robię to dla własnego dobra i że pomimo iż kusi mnie pozostanie w domu pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty, to jednak bieganie w śniegu czy deszczu też ma swoje dobre strony. Natychmiastowy zastrzyk endorfin sprawia, że już po krótkiej chwili biegu przestaję myśleć o tym co ja właściwie robię. Po prostu biegnę i cieszę się tym. Wystarczy chwila, żeby się przełamać, chwila, żeby przetłumaczyć sobie: to jest dla mnie dobre, tego potrzebuję.

I nie jestem żadnym wyjątkiem. Znam sporo osób, które tak jak ja cieszą się z uprawianych sportów. Znam też ludzi, którzy byli przekonani, że bieganie nie jest dla nich, ale gdy tylko zaczęli robić to regularnie, po krótkim czasie byli w stanie przebiec 10km. Bo to jest coś, co każdy zdrowy człowiek powienien być w stanie zrobić. A że dla większości osób wydaje się to niemożliwe… cóż, świadczy to tylko o kondycji społeczeństwa. O tym, że jesteśmy coraz bardziej leniwi i że ruszamy się coraz mniej. Czytałam ostatnio, że jacyś naukowcy szacują, że nasze dzieci będą żyły o 5 lat krócej niż my z powodu chorób wywołanych brakiem ruchu i otyłością. Wcale mnie to nie dziwi, szczególnie gdy widzę coraz więcej dzieciaków ze sporą nadwagą, które zamiast spędzać czas w aktywny sposób, wolą siedzieć przed komputerem czy telewizorem. Bardzo to przygnębiające.

Chciałabym napisać jeszcze wiele rzeczy, ale po pierwsze zdaję sobie sprawę, że mogę niektórych zanudzić zbyt długim tekstem, a po drugie w mój  tok myślowy wkradł się pewien chaos. Dzieje się tak za sprawą mojego emocjonalnego podejścia do tematu. Ale jeszcze do niego wrócę. Chciałabym spróbować chociaż w jakimś stopniu pokazać, że tak samo jak dieta wegańska może być ciekawa, smaczna i zdrowa, tak samo sport i ogółem aktywność fizyczna powinna nieodłącznie towarzyszyć nam w życiu. Mam nadzieję, że mi sie to uda.

15
  • Diana

    Aż mam ochotę wskoczyć w dres i pójść na najbliższą bieżnię ;)

  • Matas Šileikis

    A kawa i herbata zielona to zło, czy jak? :)

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      Wszystko z umiarem.

  • zagubiony omułek

    jakie czyste buty ;)
    ja jestem z tych „od zwolnienia lekarskiego”, lekcje wf to zawsze byłą dla mnie trauma powodująca szereg objawów psychosomatycznych i odetchnęłam z ulgą gdy się od nich uwolniłam w liceum. niestety gdy wyrosłam z tego dziecięcego adhd i potrzeby ciągłego ruchu, nie znalazłam sobie żadnej własnej dyscypliny i utknęłam w trybie siedzącym. ostatnio staram się to zmieniać ale z różnym skutkiem, z jednej strony doświadczyłam tego mitycznego skoku endorfin, z drugiej strony mój nienawykły organizm buntuje się jak może.

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      Spróbuję w kolejnych wpisach dać parę rad jak powoli wdrożyć się w regularny trening. Może moje wskazówki do czegoś się przydadzą. Tymczasem trzymam kciuki za determinację i przełamanie słabości.

  • Katarzyna Fiszer

    Wiem doskonale o czym mówisz. Niestety moi przyjaciele nie do końca rozumieją, że ruch i zdrowe odżywianie są rodzajem wyboru życiowego, a nie niebezpiecznym uzależnieniem. A co do zwolnień z w-f – sama takie miałam w podstawówce. Byłam dzieckiem z nadwagą, które do tego było ofermą. Ale wszystko się zmieniło, kiedy odkryłam pływanie. :-) Dzięki za super bloga!

  • Ilona S

    a takie cudne wegańskie buty gdzie można nabyć? :P

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      Większość butów do biegania jest nieskórzana. Polecam Asics lub New Balance :).

  • Magge

    ładny artykuł… szacunek dla wszystkich ćwiczących cokolwiek, jakkolwiek i kiedykolwiek – sek tkwi w regularności ! pozdróweczki

  • helen

    Nie zawsze unikanie wf-u w szkole czy nawet jakiegokolwiek ruchu na podwórku jest wynikiem lenistwa. Dla mnie wf wiązał się tylko i wyłącznie z upokorzeniami, bo mimo tego, że byłam zawsze szczupła i wysoka, nie potrafiłam ani przeskoczyć przez kozła, ani złapać podanej mi piłki, no po prostu nic. Na podwórku nie było zresztą lepiej, bo to wcale nie prawda, że to, czy ktoś chodzi po trzepaku lepiej czy gorzej, nie ma znaczenia — przecież ci gorsi zawsze psują zabawę tym lepszym. Dzieci są okrutne i fajtłapy zawsze narażają się na społeczny ostracyzm, przeważnie w ogóle nie zauważany przez tych, którzy sami fajtłapami nie są.

    Całe szczęście sytuacja zmieniła się, gdy byłam na studiach i mogłam wybrać sobie dowolne, specyficzne zajęcia: w moim wypadku to były to na zmianę basen i aerobik. Basen był świetny, bo można było wybrać poziom zaawansowania, no i były to prawdziwe lekcje, na których tłumaczono nam technikę — coś, co nigdy nie miało miejsca w szkole! Okazało się, że nawet taka fajtłapa jak ja może się dużo nauczyć, tylko musi być faktycznie nauczana :) Potem odkryłam bieganie. A właściwie to odkryłam coś ważniejszego, mianowicie to, że teraz już nikt mnie nie ocenia, z nikim nie muszę się porównywać, mogę sobie po prostu biegać tak wolno i niezgrabnie, jak tylko mi się podoba, i nikomu nic do tego! Wtedy dopiero zaczęłam czerpać przyjemność ze sportu. Teraz moim ulubionym zajęciem stała się wspinaczka, co mnie samą czasem zaskakuje, bo wydawałoby się, że to taki wymagający sport a ja taka oferma ;-) Naprawdę wszystkiego można się nauczyć. Niektórzy po prostu łapią to szybciej a inni wolniej, tak samo jak jedni szybciej a inni wolniej łapią matematykę, a jednak większość tak zwanych humanistów jest w stanie skończyć liceum.

    Dlatego zwracam się do Was moi bracia i siostry w fajtłapowatości: nie poddawajcie się, na pewno gdzieś tam na Was czeka jakiś sport, z którego możecie czerpać radość oraz zdrowie! :-)

  • Olala

    Jak można czuć się dobrze na wfie gdy np. wcale nie biega się kilka tygodni nooo góra 5 minut na rozgrzewkę, aż tu nagle mamy wyjść i biegać całe 40 minut od tak? Takie toto te wfy oszukane. Jakby ludzie je prowadzący wcale nie byli przygotowani do trenowania kogokolwiek nawet psa ;) Po takich zajęciach trudno się przemóc do aktywności ;)

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      To prawda, zajęcia wf często pozostawiają wiele do życzenia (a wszystko zależy od nauczycieli). Akurat z bieganiem w szkole sama miałam ogromne problemy, bo np. żaden nauczyciel nigdy nam nie powiedział, żeby przed zaliczaniem biegu na 1500m nie jeść dużego śniadania, a potem dziwiłam się, dlaczego chce mi się wymiotować w trakcie biegu.
      Niemniej chodzi mi przede wszystkim o nastawienie, o uświadomienie sobie, że aktywność fizyczna, w tym zajęcia wf, są naprawdę istotne i że powinniśmy się jak najwięcej ruszać dla własnego dobra.

  • Avka

    Ja tam nie lubię biegać. Wolę ćwiczyć w domu. Jak już się jest w trakcie codziennych ćwiczeń to jest ok, ale jak nastąpi przerwa to jest dramat. Pamiętam jak ćwiczyłam w domu dobre kilka tygodni (wiem, że krótko), aż zachorowałam i musiałam przerwać, nie miałam siły. I taka sytuacja pojawiła się u mnie kilka razy pod rząd. W końcu zrezygnowałam z ćwiczeń.. ale chcę wrócić, ale nie do biegania, o w życiu, ale raczej do jogi połączonej z pilatesem. o.
    Wf zawsze był dla mnie traumą, bo w kółko graliśmy w siatkówkę (bez jakiejkolwiek nauki, raz jak przyszedł inny nauczyciel na zastępstwo, w 45 minut nauczył mnie więcej niż wszyscy nauczyciele wf łącznie) i tylko pod koniec semestru bieganie na ocenę, krótki dystans, długi. piłka lekarska itd. Jak to ma nie zniechęcić?!

  • Marta

    Bardzo mi się podoba ten punkt widzenia. Moją dodatkową motywacją sportową jest mój pies- razem biegamy, codziennie chodzimy na długie spacery no i trenujemy agility- i to racja, jest to dla mnie całkowitą odskocznią i wyzwala wiele pozytywnych emocji :)

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      Oooo zazdroszczę psa! :)