Przepisy lunchowe

Minął ponad tydzień od ostatniego Vegan Lunchu i sporo osób dopytywało się o przepisy, a ja wciąż nie mam czasu, żeby usiąść i je spisać. Wydaje się, że to nic takiego, ot kilka przepisów, a przecież część z nich pojawiło się kiedyś na blogu, więc wystarczy zrobić ctrl + c, ctrl + v. Nic prostszego. A jednak… żeby to co piszę miało ręce i nogi trzeba się chwilę zastanowić, zebrać myśli, dobrać słowa. Czasem przychodzą one od razu, innym razem muszę się mocno wysilić, żeby nadać moim myślom jakąś treść.

Ale do rzeczy. Oprócz pytań o przepisy, kilka osób pytało mnie również dlaczego tak rzadko organizujemy lunche, skoro cieszą się one takim powodzeniem. Cóż, odpowiedź jest prosta. Brak czasu. Odwieczny brak czasu! Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo chciałabym posiadać tajemne moce, dzięki którym byłabym w stanie wydłużyć swoją dobę do 48h. Albo gdybym jakimś cudem nagle przestała potrzebować snu. Może wtedy byłabym w stanie bawić się w organizację lunchy nawet nie co miesiąc, ale dwa razy w miesiącu, albo i trzy. Niestety, pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć.

Na zdjęciu powyżej znajduje się sałatka, którą robi się w moim domu rodzinnym. Jest bardzo prosta, bardzo tania, a przy tym smaczna i zdrowa, i w ogóle ma same zalety. Wystraszyłam się, gdy ktoś na lunchu powiedział, że buraki nam skisły. Trochę się tym zasugerowałam i przez moment wydawało mi się, że tak jest rzeczywiście, ale sałatka była świeża, a przez to, że jej podstawowym składnikiem jest kapusta kiszona mogło się wydawać, że rzeczywiście skisła. To by dopiero była tragedia! Co jest jeszcze w niej fajnego? Otóż można ją podsmażyć i wtedy również super smakuje, taka trochę uniwersalna potrawa. Podaję przepis:

Sałatka z buraków i kiszonej kapusty

Składniki:

  • 4 średniej wielkości buraki
  • 5-6 średnich ziemniaków
  • 3-4 marchewki
  • 1 nieduża cebula
  • około pół kilograma kapusty kiszonej
  • 4-5 łyżek oleju
  • sól, pieprz

Buraki gotujemy w osolonej wodzie około godziny, aż będą dość miękkie. Bezpośrednio po ugotowaniu wrzucamy pod bieżącą zimną wodę i zdejmujemy łupiny. Marchew i ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie około pół godziny (aż po nakłuciu widelcem będą miękkie, ale nie za miękkie), po wystudzeniu obieramy. Kroimy w kostkę marchew, buraki i ziemniaki, dodajemy drobno posiekaną cebulę, odsączamy część soku z kapusty, samą kapustę kroimy lub ręcznie rozrabniamy, dodajemy do pozostałych warzyw. Do sałatki dodajemy olej, sól oraz pieprz do smaku i dokładnie mieszamy.

Kolejna sałatka którą zrobiłam, to sałatka makaronowa z pestkami dyni, zielonym groszkiem i oliwkami. Przyznam szczerze, że był to totalny spontan. Miałam wolną chwilę czekając, aż ugotują mi się warzywa na inną potrawę, więc rozjerzałam się po kuchni i na szybko zrobiłam michę takiej właśnie sałatki. Przeważnie gotowanie na lunch jest dokładnie rozplanowane, co wcale nie oznacza, że nie pozwalamy sobie na odrobinę fantazji czy też tzw. freestyle. A ta sałatka jest akurat takim banalnie prostym daniem.

Sałatka makaronowa z oliwkami, dynią i groszkiem

Składniki:

  • ok. 100g makaronu (np. kokardki)
  • puszka zielonego groszku
  • mały słoik czarnych oliwek (ok. 200ml)
  • 1/3 szkl. pestek dyni
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • 2-3 łyżki soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • 1/2 łyżeczki oregano
  • sól, pieprz

Makaron gotujemy al dente. Po wystudzeniu wrzucamy do dużej miski razem z puszką groszku, pokrojonymi w plastry czarnymi oliwkami. Dodajemy też uprzednio uprażone na patelni pestki dyni, odrobinę soku z cytryny, oliwę z oliwek, posiekany tymianek i oregano, oraz sól i pieprz do smaku. Dokładnie mieszamy.

Kolejne dwie potrawy akurat nie zostały sfotografowane w trakcie lunchu, ale to nic, bo pojawiły się już kiedyś na moim blogu. A konkretnie chodzi o dyniowe brownie oraz tapenadę. Brownie niczym nie różniło się od oryginalnego przepisu. Natomiast tapenade użyłam do posmarowania kromek cienko pokrojonych bagietek, które następnie zapiekałam w piekarniku w około 200 stopniach przez jakieś 10-15 minut. Fakt, że najlepiej smakowały zaraz po wyjęciu z piekarnika, kiedy były super chrupiące, a nie następnego dnia, ale niestety przygotowywanie tego typu lunchy wiąże się z podobnymi trudnościami. Mamy ograniczone możliwości jeśli idzie o serwowanie ciepłego jedzenia, możemy część rzeczy podgrzać, ale już np. zrobienie zapiekanki czy pizzy raczej mija się z celem, bo tego typu dania po wystygnięciu nie smakują aż tak dobrze.

Zrobiłam też „gulasz” paprykowy z ziemniakami, czerwoną soczewicą i pieczarkami, ale na razie nie będę zamieszczała tego przepisu.

Więcej przepisów powinno pojawić się niebawem na stronie Maddy, póki co jest już tam przepis na pyszną Cobb Salad.

A na koniec kawałek, którego słucham w kółko od wczoraj. Dobra mobilizacja do treningu, dobry tekst, dobry bit.

http://www.youtube.com/watch?v=mM5XjPDik28

2
  • Margot11

    ale fajne te sałatki

  • Siella

    ja nie wiem, jak Ty to robisz, ale nawet jak przepis wydaje mi się średnio smaczny, ale postanawiam go spróbować – wychodzi niesamowicie pysznie:)

    • http://vegelicious.net/ vegelicious

      Dziękuję :). Przyszło mi do głowy taki skojarzenie, że to tak jak z ciuchami, idziesz do sklepu, widzisz na wieszaku jakąś niepozorną szmatę i myślisz sobie, że to nie może dobrze wyglądać, po czym przymierzasz i okazuje się że to jest to. Heh :).