Cynamonowe muffiny z dżemem dyniowo-pomarańczowym

korzenne muffiny z dżemem dyniowo-pomarańczowym

Myślałam, że sezon na produkcję dżemów i konfitur skończył się razem z ostatnimi jesiennymi jabłkami. A jednak podchwyciłam pomysł mojej koleżanki i postanowiłam poeksperymentować z dynią. Zamierzałam zrobić 3 lub 4 słoiczki dżemu z dyni i pomarańczy, a koniec końców zrobiłam ich dużo więcej, a ponadto zapasteryzowałam na próbę dyniowy mus.

Mus dyniowy zrobiłam głównie z myślą o moim ukochanym dyniowym brownie. Nie wiem, czy się nie zepsuje, bo nie dodałam do niego cukru ani żadnej substancji która teoretycznie mogłaby go jakoś zakonserwować. Ale pasteryzowałam go co najmniej 20 minut, czyli dłużej niż inne przetwory, więc może przetrwa. Dżem natomiast zrobiłam według tego przepisu. Wyszedł całkiem smaczny, może trochę za bardzo płynny jak na mój gust, ale następnym razem mogę dodać trochę cukru żelującego i powinno być ok.

Dżem dyniowo-pomarańczowy świetnie komponuje się z razowymi naleśnikami, a jeszcze lepiej z korzennymi muffinami. Tak jak większość muffinów można je błyskawicznie przygotować, a po udekorowaniu wyżej wspomnianym dżemem oraz grubymi wiórkami kokosowymi prezentują się naprawdę efektownie.

Składniki:

  • 1 1/2 szkl. mąki pszennej razowej
  • 1 1/2 szkl. mąki tortowej
  • 2/3 szkl. brązowego cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka przyprawy korzennej
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki zmielonego siemienia lnianego
  • 1 1/3 szkl. napoju owsianego (lub innego „mleka” roślinnego)
  • 1/3 szkl. oleju

Mieszamy razem suche składniki. Następnie dodajemy olej i napój owsiany i wyrabiamy ciasto. Jeśli jest zbyt gęste, można dolać 1/3 szkl. wody gazowanej. Napełniamy foremki do 3/4 wysokości. Wstawiamy do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika, pieczemy ok. 20-25 minut aż muffiny lekko się przyrumienią.

Po wystygnięciu dekorujemy dżemem dyniowo-pomarańczowym lub inną konfiturą, która dobrze skomponuje się z korzenną nutą muffinów. Posypujemy wiórkami kokosowymi.

2
  • m.

    No wreszcie jakiś dobry blog! Lądujesz w mojej liście zakładek :) Blogów wegańskich nie brakuje i poniekąd ich celem jest (tylko) przekazywanie przepisów, ale ja lubię jak jest właśnie tak jak u Ciebie – przede wszystkim bardzo ładnie estetycznie, trochę rzeczy osobistych (relacje z podróży wielkie law!), i dużo dobrze zrobionych zdjęć. Nie byłam jeszcze na żadnym z Waszych vegan lunchów, ale już zacieram łapki na świąteczną edycję :>