Berlin

Ależ mi się w tym roku poszczęściło. Tyle wyjazdów, tyle zwiedzania, tyle dobrego jedzenia. Tym razem odwiedziłam Berlin, co prawda wróciłam z niego kilka dni temu, ale jak wiadomo, ciężko pisać o wszystkim na bieżąco. I znów mnóstwo zdjęć i kilka miejsc wartych zobaczenia.

Berlin to taki raj dla wegan. Ostatnio powtarzam to wszystkim moim znajomym :). Możecie znaleźć tam kilka stricte wegańskich knajp, a także wiele innych miejsc, gdzie na pytanie o coś wegańskiego obsługa nie zrobi wielkich oczu. Co jest całkiem zabawne, bo odległość między Poznaniem a Berlinem jest mniejsza niż odległość między Poznaniem a Warszawą, a różnica tak diametralna. Moja gastro-turystyka tym razem opierała się głównie na wegańskich fastfoodach, ale żal byłoby nie spróbować tych burgerów, pizzy z wegańskim serem czy tez lodów. A po powrocie dieta i bieganie :).

Zacznijmy od vego. Z tego co słyszałam jest to dość nowa knajpa, 100% vegan. W menu głównie burgery i pizza, wrapy, a także coś bardzo charakterystycznego dla Berlina – currywurst. Doliczyłam się około piętnastu rodzajów różnych burgerów, do tego każdy w wersji z serem lub bez, czyli w sumie około trzydziestu możliwości. I tak na przykład obok standardowych „chicken style” czy „bacon style” były też takie z anansem, tofu lub seitanem. Do tego opcjonalnie góra frytek i sałatka. Można się najeść za kilka euro.

sChicken schnitzel cheese burger

pizza ze szpinakiem i wegańskim serem

„bacon” cheese burger

Robi wrażenie, prawda? Aż ciężko uwierzyć, że to wszystko wegańskie.

Całkiem niedaleko od vego znajduje się wegański supermarket veganz.

Dopiero jak stamtąd wyszłam uświadomiłam sobie, jakie to dziwne uczucie. Wchodzisz do sklepu i wiesz, że wszystko co tam znajdziesz jest dla ciebie. Nie musisz dokładnie wczytywać się w składniki wypisane drobnym druczkiem. Po prostu chodzisz między półkami i wybierasz to, na co masz ochotę. A jest w czym przebierać. Oprócz produktów które można dostać w większości sklepów ze zdrową żywnością w Polsce, veganz oferuje lody (m.in. SoDelicious, o których wspominałam przy okazji relacji z podróży po Stanach), jogurty, sery, twarożki, słodycze (w tym batoniki które smakowały jak Snickersy), różne rodzaje mleka sojowego, ryżowego, migdałowego, etc., kawy, herbaty, kosmetyki, witaminy. Ogółem wszystko co może tylko przyjść do głowy. Jest też piekarnia/kawiarnia, gdzie zawsze czeka na was kilka rodzajów obłędnie wyglądających ciast, lody, kawa, przekąski, bajgle, kanapki. Nic tylko wybrać się na duuuże i długie zakupy, najlepiej z pełnym portfelem, bo niestety wszystko ma swoją cenę.

Maddy próbuje podjąć decyzję

white chocolate chips – będę piekła!

pyszna kawa z lodami i bitą śmietaną

A to już kolejne miejsce, tym razem bardziej osławione – yellow sunshine. Znałam je wcześniej z opowiadań znajomych, przez co miałam wielkie oczekiwania. I niestety troszkę się zawiodłam, bo trafiłam tam później niż do vego i w zasadzie vego bardziej mi się podobało. Menu niby podobne, ceny nawet troszkę niższe, ale klimat o wiele lepszy i wystrój też. I ponadto vego jest 100% vegan. Ale najlepiej odwiedzić oba miejsca, żeby wyrobić sobie własne zdanie :).

A tutaj parę rzeczy, które mieliśmy okazję spróbować.

sChicken cheeseburger z frytkami

curry wurst – czyli sojowa kiełbaska zalana keczupem i posypana curry :)

lappland cheese burger

a ten baner najlepiej oddaje obraz yellow sunshine :)

A jak już będziecie w Berlinie, koniecznie radzę skorzystać z tego, że na każdym kroku można dostać Club-Mate, w dodatku jest o wiele tańsza niż w Polsce. Czekam, aż u nas stanie się równie popularna :).

club-mate

oraz club-mate w wersji iceT

A że szczęście dopisywało nam podczas tej podróży, załapaliśmy się też na brunch na jednym z berlińskich houseprojektów. Pyszne jedzenie, w szczególności naprawdę smakowite ciasta i tort. Co prawda w pewnym momencie jadłam już tylko oczami, ale tak ciężko jest się oprzeć…

Maddy degustatorka…

i te pyszne ciasta…

i ja :)

Dobrze, że ten Berlin tak blisko. Miło będzie wybrać się czasem na zakupy, a poza tym jest jeszcze sporo miejsc których nie widziałam. O wszystkim będę informować :). A jeśli spodobała się wam relacja zajrzyjcie też na bloga Maddy.

9