Bake the Difference

Czas na relację z Portugalii. Spędziłam w tym kraju prawie dwa tygodnie i totalnie mnie oczarował. To chyba kwestia klimatu i słońca. Mili ludzie, ciekawa architektura, mnóstwo malowniczych widoków, mozaiki i kamienne chodniki, owoce, owoce, owoce, urocze kawiarnie i „pastelarie”, muzyka, uśmiechnięci ludzie, przystojni surferzy. Na pierwszy rzut oka nie da się odczuć, że kraj ten boryka się z kryzysem gospodarczym. Na początek opowiem wam o pewnym miejscu, które wywarło na mnie zdecydowanie największe wrażenie – wegańska kawiarnia/piekarnia Bake the Difference.

Mała kawiarnia, klimatyczna, z bardzo miłą obsługą, świetnie zlokalizowana, bo w samym centrum Lizbony, dokładnie przy Rua de Sao Jose 23. Jeżeli będziecie kiedyś w Lizbonie koniecznie musicie tam zajrzeć. W menu obok słodyczy znajduje się też kawa (oczywiście z mlekiem sojowym), świeżo wyciskane soki, ale również kanapki, zupy, czyli coś w sam raz na lunch. Jeśli idzie o słodycze wybór jest dość spory, kilka rodzajów ciast, np. tort czekoladowy albo ciasto marchewkowe z płatkami migdałowymi, muffiny w kilku wersjach, scones, ciastka i ciasteczka, empady. Ciężko było podjąć decyzję co zamówić :).

W końcu padło na tort czekoladowy:

oraz latte na mleku sojowym:

Niestety tort szybko się skończył :(…

Była też tradycyjna portugalska zupa caldo verde (o której kiedyś napiszę więcej, jak tylko uda mi się ją przyrządzić).

OK, muszę się przyznać. Zawsze jak trafiam do podobnego miejsca czuję sie jak dziecko. Chciałabym spróbować wszystkiego i nie mogę się na nic zdecydować. Dlatego jeśli tylko mogę, staram sie promować takie właśnie wegańskie miejsca, bo wciąż mało ich na kulinarnej mapie Polski, Europy czy świata w ogóle. Moim małym marzeniem jest otworzenie kiedyś własnej wegańskiej knajpy, ale chyba nie jestem jedyną weganką która o tym myśli :).

Bake the Difference tak bardzo przypadło mi do gustu, że postanowiłam wziąć coś na wynos. I tutaj pojawił sie kolejny problem, bo o ile mam ograniczone możliwości jeśli idzie o zjedzenie jednego posiłku, o tyle „na później” zawsze można zabrać więcej. Tak więc tym razem poniosło mnie łakomstwo:

Na szczęście nie byłam sama i wraz ze znajomymi daliśmy radę tym słodkościom. Gdybym miała zjeść je sama, pewnie umarłabym z preszłodzenia. Bardzo ucieszyłam się, że moi znajomi, którzy nie są wege, również docenili to miejsce.

A na koniec jeszcze muffinka z truskawkami i kremowym serkiem z tofu.

To teraz przyznajcie się, kogo kusi żeby tam pojechać? :)

3
  • Aleksia

    Aj kusi mnie kusi, żeby popróbować tych wegańskich słodkości :) Pozdrawiam