Cz. 4 – Manhattan

Kiedy przed wyjzadem wpisałam w googlu frazę „New York vegan restaurants” wyskoczyła mi strona z ponad 80 wegańskimi restauracjami, z czego praktycznie wszystkie znajduję się na Manhattanie. Nie mogłam w to uwierzyć. Jakim cudem na tak małym obszarze znajduje się takie zagęszczenie vege knajp? Czas na kolejną część relacji. Tym razem opowiem o kilku ciekawych miejscach na Manhattanie.

Zacznę od tego, co najbardziej bliskie memu sercu (chyba raczej żołądkowi) – falafle! A może też falafele, nie wiem w końcu która forma jest poprawna… Zapewne sama nie trafiłabym do tego miejsca, ale na szczęście miałam świetnego przewodnika, który dobrze orientuje się w tym co kryje Manhattan. Tak więc mój znajomy Will zaprowadził mnie do kameralnej knajpki specjalizującej się w falaflach i smoothie. Niepozorna, trochę na uboczu, ale w porze lunchu ustawiła się przed nią długa kolejka. To bardzo dobry znak, bo ludzie raczej są niecierpliwi i po byle co nie będą czekali godzinami. Oczywiście miałam rację. Zamówiłam falafla z harissą (dostępne były też dwie inne wersje) i moje kubki smakowe oszalały. Był to jeden z lepszych falafli jakie jadłam, do tego dużo hummusu, świeże, smaczne warzywa, a wszystko obficie polane sosem tahina. Niebo w gębie. Zamówiłam też imbirową lemoniadę ze świeżymi listkami mięty. Jednym słowem lunch doskonały.

Jeśli mielibyście okazję być kiedyś na Manhattanie, koniecznie tam zajrzyjcie. Knajpa nazywa się taim, znajduje się w West Village, dokładny adres to 222 Waverly Place, NY 10014. A tutaj znajdziecie więcej informacji.

Następne miejsce o którym opowiem to restauracja Angelica Kitchen (adres: 300 East 12th Street). Ponownie trafiłam tam dzięki rekomendacji Willa. Ta wegańska restauracja również podbiła moje serce i gdybym tylko mogła, zapewne stałabym się częstym bywalcem tego miejsca. Miła obsługa, przyjemny dla oka wystrój, nastrojowa muzyka, nic tylko wyskoczyć na lunch, poczytać książkę, odetchnąć od zgiełku wielkiego miasta.

Tym razem zamówiłam kanapkę z tempehem na ciepło, do tego sałatkę, w której królowały kiełki słonecznika oraz tarte buraki i kremowy dip warzywny, którego nie byłam w stanie rozszyfrować. Kanapka oczywiście z razowym chlebem, a cały posiłek utrzymany w duchu „organic”. Miłym akcentem był też kubek pysznej kikuchy. Kolejny idealny lunch na gorące popołudnie.

Angelica Kitchen ma profesjonalną stronę, na której znajdziecie pełne menu, a także własną książkę kucharską zatytułowaną The Angelica Home Kitchen. Będę musiała kiedyś do niej zajrzeć :).

Odwiedziłam też knajpę Quantum Leap, która znajdowała sie dosłownie obok miejsca, w którym mieszkałam, wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy. Nie jest to w 100% wegańska restauracja, serwują również ryby i owoce morza, ale mają bardzo szeroki wybór dań wegańskich. Ja skusiłam się na burgera z czarnej fasoli, do tego grillowane warzywa, sałatka i dip orzechowo-marchwiowy. Był to pierwszy i ostatni burger jakiego zjadłam podczas mojego pobytu w USA i zdecydowanie różnił się od tych tradycyjnych. Razowa bułka, do tego bardzo smaczny burger i kawałki zielonej papryki. A na deser kokosowy toturnik, lekki, puszysty, nie za słodki, taki w sam raz. Tutaj znajdziecie wizytówkę Quantum Leap.

Ale Manhattan ma też do zaoferowania coś więcej. Oprócz restauracji i barów wegańskich można spotkać też piekarnie i małe sklepiki serwujące słodkości takie jak te powyżej. Wegańskie ciastak z kremem albo bez, z kwałkami czekolady, w polewie, różnego rodzaju muffiny. Nawet w małej kawiarni w księgarni znajdzie się coś pożywnego dla zmęczonej wertowaniem książek weganki. Bardzo sobie życzę, żeby i w Polsce w końcu jedzenie wegańskie stało się standaredem. Wam również tego życzę :).

5
  • http://veganskisvemir.blogspot.com/ Svemir

    No, czytając kolejne relacje zaczynam z więszką sympatią myśleś o USA :) Widzę, że wyjazd się udał także od kulinarnej strony. A tu człowiek cieszy się jak głupi, jak uda się w osiedlowym sklepie mleko sojowe kupić :P
    (Chociaż w Vege Mieście na chmielnej w Warszawie zaczęli sprzedawać wegańskie lody! więc jest postęp)
    Pozdrawiam!

  • zu

    Hej,

    co do odmiany słowa "falafel", to według zasad polskiej fleksji wersje: "Falafla" i "dwa falafle" wydają się poprawne i słuszne :) W dużym uproszczeniu w razie wątpliwości co i jak: szukamy wyrazu polskiego o podobnej budowie – wafel, kafel i przekładamy wzorzec odmiany. I tak mamy "e" ruchome, które znika w niektórych przypadkach, czyli wafEl – wafla, falafEl – falafla. :)
    pozdro,

    • http://vegelicious.net vegelicious

      No właśnie, ta wersja zawsze wydawała mi się najbardziej naturalna, tylko znam wiele osób które konsekwentnie używają słów "falafele", "falafela", itd. i jeszcze to dobitnie podkreślają, a że ze mnie żaden językoznawca wolę zapytać :). Dzięki za informacje.

  • kasia

    Babycakes. Na Broome między Orchard i Ludlow, mini veganska piekarnia, nie uzywaja cukru i robią bezglutenowe pyszności!!!! Obowiązkowo!!!!!!!!!!

  • http://mniammniamvege.blogspot.com/ Maddy

    widzę, że podobnie jak ja, jesteś taką trochę "gastroturystką" :P

    ja własnie kombinuje co mogę przyrządzić z berlińskiego stuffu :)

  • Matylda

    nienawidzę Cię za to ile się naobjadałaś!!! ale na zdrowie! : ) szkoda,że u nas nie ma takiej różnorodności, przynajmniej u mnie w mieście:C